
Wyobraź sobie, że z jednej stolicy Europy do drugiej docierasz w niespełna cztery godziny. Unia Europejska właśnie przedstawiła plan, który może na nowo zdefiniować podróżowanie po całym kontynencie – dla mieszkańców Polski, Europy Środkowej i wszystkich, którzy często przemieszczają się między krajami. Chodzi nie tylko o krótsze czasy przejazdów, ale też o to, aby podróż była szybsza, prostsza i realnie tańsza niż dziś. Tak ma wyglądać sieć szybkiej kolei do 2040 roku.

Nowe superkorytarze – od Lizbony po Tallinn
Obecnie w Europie funkcjonuje już około 12 tys. km torów przystosowanych do prędkości nawet 350 km/h. To imponująca liczba, ale z jedną istotną uwagą: większość tej infrastruktury skupiona jest w czterech krajach – Francji, Niemczech, Hiszpanii i Włoszech. Reszta kontynentu, od Portugalii i Polski, po Bałkany i państwa bałtyckie, wciąż czeka na pełne włączenie do sieci prawdziwej, zintegrowanej szybkiej kolei.
Unia chce to zmienić poprzez budowę ciągłych „superkorytarzy” kolejowych, które w perspektywie kilkunastu lat mają połączyć największe i średnie metropolie w jeden sprawny system. W praktyce oznacza to drastyczne skrócenie czasu podróży na wielu trasach ważnych nie tylko dla mieszkańców danego kraju, ale dla całej Europy:
- Madryt–Lizbona w około 3 godziny zamiast obecnych 8,
- Berlin–Wiedeń w 4,5 godziny zamiast ponad 8,
- Sofia–Ateny w 6 godzin zamiast 14,
- Warszawa–Wilno w około 4 godziny,
- Paryż–Berlin w 7 godzin.
Rozbudowa i modernizacja tej sieci to inwestycja na miarę całego pokolenia. Według dziennika „Tages-Anzeiger” koszt projektu ma wynieść około 345 mld euro do 2040 roku i aż 546 mld euro do 2050 roku. To ogromny wysiłek finansowy, który ma być rozłożony między budżet UE, państwa członkowskie oraz prywatnych inwestorów. Dla pasażerów z całego kontynentu stawką są jednak krótsze podróże, lepsze połączenia i mniej przesiadek.
Przeczytaj też: Coś dla miłośników pięknych widoków: W 2026 roku rusza nowa luksusowa trasa z Paryża na południe Włoch
Nie tylko tory: walka z barierami systemowymi
Infrastruktura to tylko jedna strona rewolucji. Drugą – często bardziej frustrującą dla podróżnych – są bariery systemowe. Dziś międzynarodowa podróż koleją potrafi być prawdziwym logistycznym koszmarem: różne strony internetowe, rozbieżne taryfy, brak spójnej informacji o opóźnieniach i niemal żadnych gwarancji przy przesiadkach na pociągi innych przewoźników.
Unia Europejska chce to zmienić, wymuszając na przewoźnikach otwarcie ich systemów rezerwacyjnych. Cel jest prosty do opisania, choć trudny do wdrożenia: pasażer ma móc kupić jeden bilet „od drzwi do drzwi” – od lokalnej stacji lub przystanku aż do celu za granicą, najlepiej jednym kliknięciem. Oznacza to ujednolicenie zasad, łatwiejsze zwroty, czytelne informacje o prawach pasażera i lepszą ochronę w przypadku opóźnień na trasach międzynarodowych.
Konkurencja na torach – tańsze bilety, lepsze usługi
Równolegle do integracji systemów rezerwacji zmienia się także sam rynek przewozów kolejowych w Europie. Liberalizacja i otwieranie krajowych sieci na konkurencję już widać w portfelach pasażerów. W Hiszpanii i we Włoszech pojawienie się nowych operatorów na torach dużych prędkości wyraźnie obniżyło ceny biletów i zmusiło dotychczasowych monopolistów do poprawy jakości usług.
Od 2030 roku na trasach przez Kanał La Manche ma pojawić się konkurent dla Eurostaru. To ważna wiadomość nie tylko dla mieszkańców Francji czy Wielkiej Brytanii, ale i dla wszystkich osób podróżujących z kontynentu na Wyspy i z powrotem. Równocześnie Flixtrain inwestuje w dziesiątki nowych składów, aby rzucić wyzwanie największym narodowym przewoźnikom na coraz większej liczbie tras międzynarodowych.
Specjaliści podkreślają jednak, że obecne zmiany są dopiero początkiem głębszej transformacji – im więcej przewoźników i im łatwiejsze porównanie ofert, tym większa szansa na tańsze bilety i lepszy standard podróży dla pasażerów z całej Europy.
Przeczytaj też: Podróż przez serce skały: Oto najbardziej niezwykły tunel drogowy w Polsce
Czy kolej pokona samoloty?
W tle wielkich inwestycji wciąż pozostaje kluczowe pytanie: czy szybka kolej ma szansę realnie konkurować z samolotami na trasach europejskich? Dziś odpowiedź nie jest oczywista, bo loty wewnątrz UE nadal bywają bardzo tanie.
Wynika to z faktu, że paliwo lotnicze w Unii Europejskiej jest w praktyce nieopodatkowane, a bilety lotnicze korzystają z licznych ulg podatkowych. Efekt? Lot z Paryża do Kopenhagi może kosztować około 15 euro, podczas gdy przejazd pociągiem na podobnej trasie potrafi przekroczyć 300 euro. Dla wielu pasażerów, zwłaszcza podróżujących z rodziną, różnica jest tak duża, że ekologia przegrywa z budżetem.
Przeczytaj też: 25 godzin w powietrzu i 20 000 kilometrów! Oto najdłuższy bezpośredni lot świata
Jak będzie sieć szybkiej kolei do 2040 roku?
Plan UE to projekt na miarę XXI wieku: ma być bardziej ekologiczny niż latanie, zdecydowanie wygodniejszy dla pasażerów i dostosowany do realiów coraz bardziej mobilnego społeczeństwa, które pracuje, studiuje i żyje ponad granicami państw.
Historia europejskich inwestycji infrastrukturalnych uczy jednak pokory. Trzy dekady temu ogłoszono 14 priorytetowych projektów – do dziś zrealizowano w pełni zaledwie trzy. Opóźnienia, spory polityczne, kryzysy gospodarcze i różnice interesów narodowych potrafią skutecznie hamować nawet najbardziej imponujące wizje. Pozostaje pytanie, czy Europa tym razem dowiezie swoją kolejową rewolucję na czas – i czy pasażerowie rzeczywiście przesiądą się z samolotów do pociągów.
