
Inteligentny pierścień dla każdego obywatela: Administracja Donalda Trumpa chce wprowadzić rozwiązanie, które może zmienić sposób monitorowania zdrowia obywateli. Chodzi o inteligentny pierścień, który zbiera dane o organizmie przez całą dobę – m.in. o pulsie, śnie i aktywności fizycznej. Zwolennicy pomysłu mówią o przełomie w profilaktyce zdrowotnej, ale krytycy ostrzegają przed ryzykiem nadmiernej kontroli i ingerencji w prywatność.
Inteligentny pierścień dla każdego obywatela
Nie opaska, nie zegarek, ani implant, tylko prosty pierścień noszony na palcu, który bez przerwy mierzy tętno, temperaturę ciała, jakość snu, cykl menstruacyjny i szereg innych parametrów. Mowa o Oura Ring, pierścieniu produkowanym w Finlandii, który jest dziś najpopularniejszym urządzeniem do monitorowania zdrowia w Stanach Zjednoczonych. Odpowiada za blisko 70% amerykańskiego rynku w tej kategorii. Rynek ten urósł o 195% w zaledwie rok. Te liczby pomagają zrozumieć, dlaczego wartość firmy Oura wzrosła pięciokrotnie w ciągu czterech lat, osiągając wycenę 11 mld dolarów.
O tym, że modny pierścień stał się tematem ogólnokrajowej debaty, przesądziło jednak coś innego. Robert Kennedy Jr., amerykański sekretarz zdrowia, zapowiedział, że chce, aby do 2030 roku każdy Amerykanin nosił na palcu Oura Ring. Nie jako luźną sugestię, ale jako oficjalny cel administracji Trumpa, wpisujący się w ruch MAHA — Make America Healthy Again — któremu Kennedy przewodzi. Na pierwszy rzut oka argument brzmi logicznie: urządzenie, które stale monitoruje stan zdrowia obywateli, mogłoby wcześniej wychwytywać oznaki chorób, obniżać koszty systemu ochrony zdrowia i zapobiegać kryzysom medycznym, zanim przerodzą się w nagłe przypadki. To, co dobrze wygląda na papierze, zaczyna się jednak komplikować, gdy wchodzi się w szczegóły.
Kontrakt z Pentagonem i walka z FDA
Oura nie jest firmą, która biernie czeka na sprzyjający los. Od 2024 roku jej wydatki na lobbing mocno wzrosły, a efekty już widać: spółka podpisała kontrakt wart 96 mln dolarów z Defense Health Agency — agencją zdrowia Pentagonu — na dostawy inteligentnych pierścieni dla tysięcy pracowników wojskowych. Uruchomiła też nową fabrykę w Teksasie, by nadążyć za popytem. Problem, z którym mierzy się obecnie, ma jednak charakter prawny: według aktualnej klasyfikacji FDA urządzenia ubieralne, takie jak Oura Ring, są uznawane za „produkty ogólnego wellness”, a nie sprzęt medyczny.
Czytaj także: Trump ogłosił, kiedy spadnie cena ropy: świat czeka, giełdy drżą
W praktyce oznacza to, że nie mogą one oficjalnie oferować diagnoz ani zaawansowanych funkcji medycznych — na przykład pomiaru ciśnienia krwi, nad którym Oura już pracuje. Przejście do kategorii urządzeń medycznych wiązałoby się natomiast z długim i kosztownym procesem zatwierdzania. Rozwiązanie, które zaproponował dyrektor generalny firmy, Tom Hale, jest z handlowego punktu widzenia eleganckie: stworzenie trzeciej, hybrydowej kategorii dla urządzeń, które mogą ostrzegać użytkownika o potencjalnych problemach zdrowotnych, ale nie stawiają formalnej diagnozy. Kategorii de facto skrojonej idealnie pod Oura Ring.
Twój stan zdrowia — w czyich rękach?
Poza sporem o regulacje pojawia się jeszcze poważniejsze pytanie, które niewielu urzędników mówi wprost. Jeśli zapowiadany przez administrację Trumpa plan wejdzie w życie i setki milionów Amerykanów zaczną codziennie nosić urządzenie zbierające ich dane biometryczne, kto będzie nimi zarządzał i w jakim celu? Oura stałaby się z dnia na dzień jednym z największych na świecie magazynów wrażliwych informacji medycznych — aktywem niezwykle cennym dla agencji federalnych, firm ubezpieczeniowych czy innych zainteresowanych podmiotów — pisze włoski dziennik Corriere della Sera.
Obawy jeszcze wzrosły po doniesieniach — później zdementowanych przez firmę — że Oura miałaby współpracować z Palantir, spółką zajmującą się analizą danych, która znalazła się w centrum uwagi, gdy jej aplikacja była wykorzystywana przez amerykańskie władze imigracyjne do identyfikowania i lokalizowania osób bez dokumentów. Oura zaprzeczyła, by prowadziła jakąkolwiek współpracę z tą firmą. Tyle że to zaprzeczenie nikogo nie uspokoiło, bo pytanie nie brzmi, co firma robi dziś z twoimi danymi — ale co będzie można z nimi zrobić jutro, kiedy fiński pierścień będzie wiedział o twoim ciele więcej niż lekarz rodzinny.
